Kolejny ciężki orzech do zgryzienia, czyli zbiórka twórczości W&W. Jedynym numerem od tego duetu, który lubię słuchać, jest "Arena" (zawarte swoją drogą na krążku) - należy dodać, najbardziej przecenianego duetu na rynku. Pierdzenie, prytanie, łupanie, banały - nie tego szukam w Trance. Patrząc na liczbę utworów zapowiadało się ciężko, 30 pozycji... Jakoś jednak przebrnąłem. Czy zdanie zmieniłem? Nie, choć nawet tutaj zdarzyły się wyjątki od reguły. Jednak mimo dużej liczby kolaboracji oraz zawarciu na albumie remixów, dla mnie wciąż jest po prostu słabo. Zaczęło się całkiem niezłym, technicznym, ale łagodnym uderzeniem w
Do Not Skip; szkoda tylko, że chwilę potem do głośników przedostało
AK47 które jest bezapelacyjnie najgorszym utworem roku 2011. Za najlepszą część albumu uważam "Search for Tomorrow", które dane mi było usłyszeć już wcześniej w ASOT. Bardzo dobra produkcja. Oprócz tego do posłuchania jest jeszcze
"Phantom". 3 na 15? Wynik mało korzystny. Co ciekawe, na drugiej płycie nie jest wiele lepiej. Tutaj z kolei wyróżniłbym
"Manhattan (Craving Remix)",
"Countach (Antony Waldhorn Remix)" oraz
"Impact (MarLo Remix)". Są to tak naprawdę jedyne numery, w których remixerzy podołali zadaniu. Reszta jest po prostu poniżej poziomu. No i na zakończenie CD2 miły akcent w postaci
"Arena"
Nie ma fajerwerk, było tak, jak się dokładnie spodziewałem. Nie będę się rozpisywać, bo robiłem to w mnóstwie tematów nt. singli tych że panów. To coś, co oni robią i tagują jako Trance, w żadnym calu do mnie nie trafia. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że boom na nich minie, a ich miejsce zajmą inni, o których dziś nawet nie słyszymy, a powinniśmy. Ocena -
5.5.