Teraz pora na moją reckę...
Zacznę od minusów, bo niestety one przeważały tego wieczoru.
Minus numer 1, 2, 3 i milion za razem:
O ile NAGŁOŚNIENIE może i było dobre, to wszystkie jego zalety zostały dogłębnie zje**ne przez dźwiękowców, których kwalifikacje były na poziomie dna Rowu Mariańskiego... totalna porażka... MSM prowadzi program pomocy dla upośledzonych fizycznie ? zatrudnili głucho-niemych do opieki nad dźwiękiem ? Już przy występie Jorna było dość niewyraźnie, prawie nie było słychać melodii i gdybym nie znał większości z kawałków, które były grane, to bym miał wrażenie, że puszczają sam bit i wysokie tony... ale od setu Armina zrobiło się taaaak okropnie głośno, że od basu zbierało się na wymioty, jak ktoś napisał na FTB "bas mógł zatrzymać akcje serca". Byłem wcześniej na 7 eventach, ale tak gównianego nagłośnienia, a może raczej tak gównianie ustawionego nie słyszałem. Jak wszedł Sied, to podczas intra zabolały mnie uszy (wtedy pomyślałem sobie "co jest kur**a, spieprzam z parkietu)... wysokie tony robiły dziury w mózgu, a bas niemiłosiernie trzepał po mordzie. Na parkiecie centralnie od sceny nie dało rady ustać... bynajmniej nie na trzeźwo ze zdrowym słuchem. Tak więc stanęliśmy sobie podczas setu Sieda z boku sceny, a tam tak pizgało po plecach zimnem, że aż ciarki przechodziły... okropny przeciąg... WTF ? Miała być impreza w hali, a nie na dworze....
Kolejny minus to niestety muzyka...
Po LU można było się spodziewać fajerwerków, miało być pięknie, melodyjnie i z werwą... a było nie za ciekawie. Mat Zo nie zachwycił, zaczął bardzo deepowo, wręcz house'owo, miał przebłyski w postaci Beauty Of Silence i Near The Endna koniec się rozkręcił, ale szału nie było.
Jorn wbił na scene w jakiejś arafatce i czapce z daszkiem

heh śmiesznie wyglądał... no ale jak wyglądał, tak zagrał... bardzo mdły set, zresztą nagłośnienie uniemożliwiało wsłuchiwanie się w upliftowe kawałki, gdyż było słychać prawie sam bit i trzeszczące wysokie tony. Mashup Ramsterdamu nie wypalił jak dla mnie, za bardzo trzeszczało, ani wokalu, ani melodii słychać nie było. Miły akcent w postaci Light. Ogólnie średni set bez wyrazu.
Na szczęście na poprawę nastroju zjawił się Tab, niestety bez Super8... Zagrał seta jak dla mnie idealnego, uwielbiam ich produkcje, do tego świetne mashupy, Helsinki Scorchin', Flashback etc... latałem przez tą godzinę jak głupi

Świetny kontakt z publiką, znakomicie dobrany repertuar... udało mu się ruszyć moją dziewczynę do tańca, co przy trance nie jest łatwym zadaniem
Niestety przez jedzenie w KFC rozbolał mnie brzuch i usiadłem na wjazd Andiego... Matko Boska jak tego żałuję

Jak wjechał Tydi w remixie B&H, to wiedziałem, że Andy nie zawiedzie. Jak dla mnie utwór wieczoru, na tak potężnym nagłośnieniu (ale siedząc nieco z boku i daleko od kolumn) nuta mnie wymiotła
Potem było podobnie, ogromna porcja energii, świetne mashupy, sieczące dźwięki i byłem w niebie... gdyby nie je**ny brzuch.
Armin zaczął przewidywalnie... Aisha mnie poniosła, ale potem było cienko, więc poszedłem się napić, w między czasie stwierdziłem, że Not Going Home ssie, wróciłem na Burdel dla aligatorów, było nieźle, Pandora, Remember Me etc., ale FAV Rain mnie uśpiło... Armin zepsuł tym cały klimat, więc poszedłem usiąść na schody na korytarzu... ale gdy usłyszałem Walk The Edge, pobiegliśmy szybko na hale i wtedy poczułem jeszcze na chwilę klimat eventu. Po secie Armina poszedłem do punktu medycznego po tabletke na brzuch

Gdy wróciłem Markus grał swoje, a więc totalnie nie w moim klimacie, jak dla mnie NUDA. Wbiłem na Sieda, ale wtedy ze sceny wyrzucił mnie ból uszu od tego pier**lonego nagłośnienia, nie miałem już ochoty tańczyć gdzieś z boku, a nigdzie indziej się nie dało. Secik Sieda bardzo enegriczny, mocny, zdecydowanie na plus.
Brandt zaczął dobrze, potem grał jakby przez 40 minut ten sam kawałek (gdzie była meloda ? może nie było słychać, bo napier**lał bit...) Nie zachwycił, ale tańczyłem, bo szkoda mi było czasu
Na N2O już siedziałem prawie cały czas, fajnie było usłyszeć Eclipse i Far Away. Znakomity, piękny ostatni kawałek na zamknięcie imprezy.
Ogólnie to tak:
Mat Zo - 6/10
Jorn - 5/10
Tab - 9,5/10
Andy Moor - 9,5/10
Armin van Buuren - 7/10
Markus Schulz - 4/10
Sied van Riel - 8,5/10
Sebastian Brandt - 3/10 (nagłośnienie zrobiło swoje)
N2O - 5/10 (podobnie, jak wyżej)
Minusy:
- Nagłośnienie / Dźwiękowcy - co to miało kur**a być ? jakaś akcja masowego uszkadzania słuchu ? Do tego spadki mocy po breakwodnach... żal.pl
- Zimno na hali i przeciągi pod koniec imprezy.. właściwie od 3 godziny.
- Muzycznie nie porwali Mat Zo, Jorn, Armin, Schulz, Brandt i N2O, ale czasami to też za sprawą gównianego nagłośnienia.
- Przez te potężne ekrany LEDowe i mase świateł było za jasno
- Słabe wizualizacje
- Słaba budowa sceny, nie wykorzystany potencjał
- Nadgorliwa opieka medyczna
Plusy:
+ Występy Taba, Moora, Sieda rewelacja
+ Ogrom sceny, wielkie jak pałac kultury ekrany
+ Brak kolejek, sprawna ochrona, wejście, tu również nadgorliwa opieka medyczna
+ Lasery
+ Miło było poznać Joya i Liona, dzięki dla Piocha, Wandzi, Emila, Rajrysa i Spuszczela za nocleg i miłe, bekowe towarzystwo
+ Dziękuję mojej jedynej za to, że ze mną pojechała i że jest

odkryłem, że Trance to także znakomita muzyka do tańca towarzyskiego