Kiedy
Tiesto oficjalnie ogłosił swoje odejście od gatunku Trance, wielu miłośników tej muzyki, a przede wszystkim jego miłośników popadło w czarną rozpacz. Wielkie, uczuciowe przeboje zamienił na komercyjne kolaboracje zaszufladkowane jako jego najnowszy wymysł - Trouse (połączenie Trance'u z House). Gdy wszyscy spisal go już na straty okazało się, że Tijs, wraz ze swoimi producentami, miał bardzo pracowitą zimę 2010/2011 - efektem tych prac jest pierwszy (i niestety pewnie ostatni) album pod jego aliasem
Allure, pod którym niegdyś wyrobił sobie markę wśród słuchaczy tego gatunku. Nie wnikajmy w to, czy były to jakieś ostatnie rozliczenia z wytwórnią Black Hole, czy po prostu hołd dla jego wiernych fanów - czas sprawdzić, co ma dla nas DJ, który został uznany przez czytelników Mixmag za najlepszego DJa wszech czasów, na swojej nowej płycie
"Kiss From The Past".
Utworem otwierającym ten album jest znane nam z autopromocji
"Show Me The Way" (feat. JES). Wersja zremiksowana przez TyDiego jest moim TOP10 tegorocznej listy - oryginał jednak także nie odstaje, co zobowiązuje mnie do nazwania go najlepszym wokalem na tej płycie. Nie jest to może szczyt ambicji jak na ten album (o czym się później przekonacie); beat jest lekki a dźwięki są dosyć proste (choć ciekawe), co spokojnie wprowadza nas w klimat Allure. Zdecydowanie najlepszym elementem jest tutaj połączenie przesłodkiego wokalu JES z breakdownem, wywołującym szybsze bicie serca. Gdy już przestaniemy się rozkoszować tym świetnym zestawieniem, warto przyjrzeć się duetom z
Emmą Hewitt, którą na pewno znacie ze współpracy z panem Dash Berlinem nad "Waiting" czy "Disarm Yourself". Nigdy nie pałałem do jej głosu większą sympatią, lecz trzeba przyznać, że przypadkach z tego albumu wyszła obronną ręką. W
"Stay Forever" powiedzieć mógłbym nawet, że wokal nadrabia nad tłem, które... jest na pewno wciągające i charakterystyczne, ale brakuje w nim czegoś - czasem jest zbyt lekkie, a z kolei za chwilę daje po uszach. Wyróżnić natomiast należy melodię. W moim mniemaniu na większą uwagę zasługuje
"No Goodbyes". Mocne wstawki breakdownowe, bardzo dobra melodia, ciekawy wokal, "rollujący" baseline - to wystarczy, by nawet osoba tak nieobyta ze stylem Tiesto jak ja mocno polubiła utwór.
Przyjrzyjmy się teraz instrumentalnym kompozycjom pana Tijsa. Pierwsza z nich,
"September Sun", niestety nie przypadła mi do gustu. Ma swój oryginalny klimat, dopracowane dźwięki, lecz słuchanie jej po prostu nie sprawia mi przyjemności. Zbyt ciężki to Trance na moje uszy. Jeszcze mniejszy entuzjazm wywołało u mnie
"Coming Light". Na początku dramatyczny, później wesoły i skoczny... Według mnie nie zgrywa się to w żadnej mierze. Utwór ten, zamiast podobać się, po prostu mnie drażni i już w tym momencie mogę powiedzieć, że jest to najsłabsza część krążka.
Na szczęście nie są to jedyne produkcje czysto melodyczne. Proszę nastawić się teraz na obrót o 180ÄÂð, ponieważ po lupę czas wziąć trzy najlepsze twory tej właśnie kategorii.
"Kiss From The Past" to bezapelacyjnie najlepsza instrumentalna część płyty. W porównaniu z poprzednimi, może jest mniej ambitny, ale przez to nie przesadzony. Zamiast ciężkich brzmień, otrzymujemy dosyć lekki, melodyczny progressive. No właśnie, melodia - uczuciowa, zbudowana na prostych kombinacjach w syntezatorze. Zero zarzutów w stronę tytułowego utworu krążka. W jeszcze inny temat przenosi nas wdzięcznie nazwane
"I Am" - a temat ten to moc i technika. Pusty i prosty baseline to rzecz sztandarowa dla tego typu podgatunku. Współgra z nim także breakdown, który oprócz kolejnej przyjemnej melodii, ubrany jest w proste dźwięki i przemienia się w dosyć łatwe zakończenie. Po raz kolejny potwierdza się powiedzenie, że piękno tkwi w prostocie. Niewątpliwie ciekawe połączenie usłyszeć można także w
"Gulity Pleasures". Oprócz standardowo już mocnej podstawy, pojawiają się dźwięki gitary i pianina; wszystko to z kolei jest otulone banalnymi, ale zostającymi w głowie akordami. Jestem pewien, że wśród wymienionych trzech pozycji, każdy znajdzie sobie coś dla siebie - mnie osobiście zauroczyła każda z nich, i każda na swój sposób.
Męski głos w Trance niemal zawsze równa się z
Christianem Burnsem. Osobiście jestem fanem jego głosu, toteż przykro mi, że jego potencjał nie został wykorzystany w tym przypadku.
"On The Wire" jest dosyć banalnym, mającym wpaść w ucho stworem. Niestety, brak tego zacięcia rockowego z "This Light Between Us" czy "Night and Day" jest bardzo odczuwalny, bo głos Christiana nie ma w tym wypadku żadnych emocji (bądź ja ich po prostu nie odczuwam). Podobnie prezentuje się
"You Say It'll Be Okay" (feat. Jeza). Popadamy ze skrajności w skrajność, bo ze zbyt ambitnych, przeskakujemy na zbyt łatwe, w mojej opinii, utwory. Podobnie jak duet z Christianem, utwór jest skoczny, wokal zaniża ocenę, a melodia prezentuje się dobrze. Niestety nie może się to złożyć na ocenę większą, niż utwór, który "daje radę". Przyznać jednak trzeba, że wykończenie tego drugiego jest naprawdę przyjemne.
"Mariestad" to kolaboracja z producentem takich gatunków jak Electro, House, Ambient czy Techno
Henrikiem B. Dosyć interesująca fuzja stylów i jest to plusem. Wejście bardzo dobrze buduje napięcie do samego zejścia beatu. Środek utworu to klimatyczna i przejmująca melodia, która niestety w nic konkretnego się nie przeobraża, przez co z kolei ciężko się w tym zasłuchać na dłużej. Ciekawych idei ciąg dalszy z wymownym
"Peace". Mocny pogłos, spokojne dźwięki, przyjemna melodia - wszystko to tworzy niesamowity klimat (patrząc na tytuł, chciałoby się rzec "klimat pokoju"). Składa się ledwie kilku dźwięków, ale te kilka dźwięków genialnie ze sobą współgra. Doskonały pomysł, równie dobre wykonanie. Niestety, na dłuższą metę mocno się ten słodki motyw przejada.
Do tej pory niemal wszystkie produkcje z "Kiss From The Past" wzbudzały we mnie jakieś emocje - jak już zdążyliście przeczytać, i pozytywne, i negatywne. Wyjątkiem od reguły jest jednak
"My Everything" (feat. Kate Miles). Mocno obojętny mi motyw, śpiew, aranżacja. Ciężko mi cokolwiek o tym powiedzieć, jeśli po kilku przesłuchaniach nie potrafię sobie tego nawet zanucić. Ostatnim Vocal Trance na krążku jest
"I'm Home" (głosu użyczyła
Lindsey Ray). Niestety, nie jestem pewien czy określenie gatunku zdanie wcześniej to dobry pomysł - bo ciężko mi przyporządkować to do Trance. Dyskotekowa budowa, cukierkowy wokal - nie są to moje klimaty. Ocenę podwyższa tutaj breakdown: ze wspaniałym motywem, pozostającym na długo w uszach klimatem.
Bonusem do płyty jest
"United States Of Euphoria". Ciekawe wykończenie płyty. Żywy, szybki utwór; może niezbyt przyciągający, jednak po odsłuchu całej płyty przyjemnie się go odsłuchuje. Myślę, że można go podpiąć pod gatunek Uplifting, a mało któy utwór tego gatunku mi się podoba. Warta odsłuchu ciekawostka, będąca miłym odsłuchem wieńczącym ten album.
Rzekomy powrót Tiesto, a raczej jego ostatnie rozliczenia z Trance - podobnie jak przyznaje większość tutaj z was - uważam za udane. Nie jestem znawcą stylu tego pana, mówiąc szczerze posiadane przeze mnie utwory aliasu Allure możnaby policzyć na palcach jednej ręki. Styl ten jednak bardzo mnie zainteresował i jeśli faktycznie jest podobny do tego, co Tijs prezentował kiedyś - myślę, że czeka mnie dłuuuugie przekopywanie jego dyskografii. Nie mam jakichś jednoznacznych odczuć co do tego albumu. Jest bardzo skrajny - czasem to dobrze, czasem to źle; w tym wypadku zostawiłbym wajchę pomiędzy tymi stwierdzeniami. Dźwięki dopracowane do perfekcji, różnorodne - ale nie raz przesadzone, dające po uszach. Klimaty oryginalne, ale również zdarzało isę, że zbyt bardzo, przez co ciężko się było z nimi odsłuchać. Kilka z nich mocno pachnie komercją, co niestety odbija się na ich jakości. Cały album wymaga kilku przesłuchań, aby się z nim oswoić - ciężko się w nim zauroczyć po pierwszym razie, dlatego polecam wam kilku(nasto)krotne osłuchanie się chociażby z tymi ciekawszymi utworami , a być może odbierzecie go jeszcze pozytywniej, niż ja. Patrząc na oceny pojedyńczych utworów, album znajduje się gdzieś obok "Group Theraphy" i "Wide Awake". W takich przypadkach zawsze decyduje przyjemność ze słuchania - co stawia ten album tuż przed zestawem Above & Beyond, i tuż za zestawem Richarda Duranda. Jest to ostatni album pierwszej połowy roku 2011, który recenzuję i na ten moment ma on miejsce trzecie. Myślę, że spokojnie będzie to górna połowa tego roku
Najlepsze utwory: Show Me The Way, Kiss From The Past
Ocena: 8.2
Miejsce w zestawieniu 2011: ?