We wtorkowe chłodne popołudnie, dla odmiany, muzyka spod znaku wypoczynku na bujanym hamaku. Jest to pierwsze i bodaj jedyne czysto chilloutowe wydanie; w podobnej materii działali w zeszłym roku chociażby ATB, Winter Kills czy Roger Shah, z różnymi skutkami. Brakowało mi jednak albumu downtempo w pełnym znaczeniu tego słowa. Już tutaj wędruje pierwszy i duży plus dla duetu Tenishia, który postanowił w ten podgatunek zabrnąć - nie cieszy się on popularnością, co widać chociażby po liczbie komentarzy w tym temacie... Sam zastanawiam się czemu, w końcu nie ma nic lepszego od leniwego leżenia na sofie z piwkiem (bądź colą dla młodszych) w ręku przy wydobywającym się z głośników Chillout Trance
Duet z gorącej Malty zaserwował nam wiele dobrze znanych hitów w interpretacjach, których do tej pory nie mieliśmy okazji usłyszeć (tylko tytułowy utwór nie ukazał się do tej pory w wersji klubowej). Czy powinniśmy uciekać się do jakichkolwiek porównań? Ja spróbuję, bo w tym wypadku są one pozytywne. Nigdy nie byłem wielkim fanem stylu tych panów, zasłuchując się co najwyżej w pojedynczych produkcjach. Zaryzykuję tu stwierdzeniem, że każda interpretacja chilloutowa jest lepsza od tej typowej, klubowej. Tak jak styl Maltańczyków jest charakterystyczny i dosyć powtarzalny w ich singlach, tak tutaj każdy następny utwór utrzymany jest w innej koncepcji. Powiecie - w takiej muzyce jest łatwiej o oryginalność. Nic bardziej mylnego. Stworzyć atmosferyczny, kojący myśli chillout to nie lada sztuka; wiem, bo sam często po godzinach szukam i słucham tego gatunku - ciężko dziś natrafić na coś naprawdę dobrego. Talent operowania dźwiękiem gitary przez Tenishie jest miąższem "Frozen Roads". W każdej propozycji można usłyszeć jej wstawkę i w każdej mnie ona elektryzuje. Kumulacją uczuć jest kończące krążek
The Ones We Left Behind - utwór, który rozkochuje niczym hiszpańska dziewica. Z wokalnych wersji najbardziej przypadło mi do gustu
I'm Not God, w którym sam Bóg Roger Shah palce maczał. Mam słabość do każdej wersji dzieła tego trio, nie inaczej jest z downtempo.
Wymieniłem tylko dwie najlepsze pozycje, zachęcam jednak do odsłuchu całości. Bezapelacyjnie najlepsza składanka propozycji chilloutowych na ten rok, przebijająca bezpłciowe ATB i Rogera Shaha, który poszedł w kierunku rocka/muzyki filmowej. Ocena
8.4