po ochłonięciu i zebraniu myśli "jak było" śpieszę z skromną recenzją tego wydarzenia:
Soundtropolis spędziłem razem z Betiną jak wyżej napisała.
Perturbacje z transportem zmusiły mnie aby(m/śmy) na event mogli ściągnąć już po jego rozpoczęciu: tzn dotarliśmy na miejsce w okolicach godziny 21, zero problemu z zaparkowaniem i wejściem na teren imprezy. Ochroniarze nie byli zbyt nachalni. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to: "mało ludzi", no ale pomyślałem że z racji wczesnej pory wszyscy dopiero dojadą. Obeszliśmy teren imprezy (nie za duży), rozeznanie co gdzie jest (sceny, gastro, wc itd). Dokonaliśmy sprawnego zakupu bonów i pierwszego browara.
Pora na muzykę.
Dwie sceny: main, swój set kończył grać Adam de Great (typowa łupanina klubowa, nie lubię). Z nagłośnienia dało się spokojnie wyłapać tony wysokie, a bass nie trząsł niepotrzebnie klatą więc było okej.
Po chwili posłuchania poszliśmy do namiotu-sceny Circus. Tam jeszcze większa łupanina (spędziłem tam dosłownie minutę bo od tego typu dźwięków dostaję palpitacji serca). Nie lubię i koniec; była to moja pierwsza z dwóch krótkich wizyt w tym namiocie, drugiej nie ma co opisywać bo wcale nie dłuższa). Nie wiem kto wpadł na wspaniałomyślny pomysł by wejście do namiotu znajdowało się vis-a-vis sceny głównej przez co jeszcze w połowie namiotu było słychać dźwięki ze sceny głównej. Na szczęście nie chciałem się tam bawić więc mi to zwisało.
Celem eventu był występ Alexa i Giuseppe.
Po wyjściu z namiotu poszliśmy pod scenę główną uskuteczniać zabawę. Czas szybko i w miarę przyjemnie minął (zabijcie, ale z tego eventu na palcach tylko dwóch rąk mógłbym wymienić nazwy kawałków jakie tam zostały zagrane) do czasu seta Alexa. W międzyczasie do Betiny dołączyło dwóch znajomych z którymi to spędzaliśmy resztę eventu.
Podczas gdy ekipa kończyła pić piwo ja im uciekłem by posłuchać intra Alexa - nie inaczej jak został zagrany Marsz Imperium z Gwiezdnych Wojen w jego interpretacji (ma moc ten wytwór). Wszedł pierwszy kawałek, ale podczas przejścia na drugi padł sprzęt na jakieś 30 sekund; publika zaczęła krzyczeć "nic się nie stało!" - czym zrobiła na mnie dobre wrażenie. Po usterce raz za razem Alex raczył nas utworami (nie znam tytułów nawet

), były na podobne "kopyto" z mocnym bitem. Czas sobie przyjemnie leciał, w międzyczasie zostało zagrane Alexowe "We Control the Sunlight" i Kernkraft 400 w remiksie Chrisa Schweizera. Wolałbym tam usłyszeć oryginały no ale... i tak zajefajnie się śpiewało (tłum mnie zadziwił że w ogóle tekst znał). Pod koniec zagrał "jego" Carte Blanche. 1,5 h zleciało jak z bicza strzelił a mnie szlag trafił, że nie usłyszałem ani Walk the Edge, ani Sunset Boulevard

Mega minus dla Alexa! No niby grał inne swoje kawałki ale...
Po Alexie do konsoli podszedł Giuseppe i zaczął swój set charakterystycznym "make some noise for Giuseppe Ottaviani". Zagrał "jakieś" kawałki z jego nowej płyty ale ekstaza nastąpiła później: Sanctuary śpiewane przez wszystkich i pod sam koniec kiedy ja i Betina chcieliśmy pójśc na szybciocha po napoje - zagrał NO MORE ALONE. Nie mogliśmy tego przegapić i napoje musiały poczekać. Od tej chwili ten kawałek przeżywa u mnie swoją drugą młodość. Genialny pokaz laserów podczas tego kawałka zrobił na mnie nie mniej dobre wrażenie jak Tuvan podczas asota 450 we Wrocławiu. Pod koniec setu dźwiękowcy postanowili wspaniałomyślnie podgłośnić imprezę: nie mogąc wytrzymać musiałem użyć stoperów do uszu. Było to bez sensu posunięcie bo bardzo ładnie wszystko grało (domyślam się, że chcieli ludzi przyzwyczaić do głośnego naparzania od Westbama). Ottaviani skończył, jego miejsce zajął Westbam
i... no nie lubię tej muzy i od tego momentu się nudziłem tak naprawdę. W międzyczasie nastąpiła kolejna awaria sprzętu... Gibałem się pod sceną ale to już nie było to (bo jak tutaj się bawić "do nie swojej muzyki"?). Zauważyłem, że przy Westbamie nagle zrobił się tłok, ale jakby inaczej skoro tylu tam było uczestników Mayday. Zachęcony przez kolegę z ciekawości chciałem posłuchać Dave Clarka ale minimal także nie jest przeze mnie lubiany więc po 15 minutach poszedłem do gastro gdzie zaległem na blisko godzinę. Do uszu docierał tylko ciągle ten sam bit dudniących głośnych basów i nic więcej. Stwierdziliśmy że się zwijamy do domu co uczyniliśmy w okolicach godziny 4:00.
plusy:
- sety alexa i ottavianigo mnie nie zawiodły, nawet zaskakiwały (dobrze że alex nie zagrał tego co na asocie 500)
- początkowo nagłośnienie sceny głównej
- dużo miejsca w gastro, bez problemów z toaletami
- publika dała radę, nie uraczyłem krążowników trawnika ( @ błota

)
- POGODA! (nie mogę do teraz uwierzyć, że nie padało...)
- ochrona nie natarczywa
minusy:
- nagłośnienie od końcówki setu Giuseppe (za głośne!)
- położenie wejścia namiotu w stosunku do sceny głównej
- stosunkowo mało ludzi
- co najmniej dwie awarie dźwięku, to nie powinno mieć miejsca (nie była to wina DJów)
- nie wiem kto to był, ale koleś który od połowy występu Westbama stał chyba do samego końca imprezy (a przynajmniej do połowy setu Clarka) - mógł sobie stać bardziej na uboczu a nie metr od DJa w pełnym oświetleniu.
- za mało kobiet uczestniczek, a jak już były to albo gimnazjum, albo muzeum.
Dzięki Betinko za wspólną zabawę
ps. była tranmisja? poszukuję setów A.M. i G.O.
ps2. ...czy te oczy mogą kłamać...