Armin van Buuren
FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Rejestracja Rejestracja Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Roger Shah pres. Sunlounger - The Beach Side of Life
Autor Wiadomość
Kendziooor 
Raczej nie hrabia :P



Pomógł: 9 razy
Wiek: 23
Dołączył 532 dni temu
Posty: 1055
Skąd: Skierniewice
Wysłany: 05-06-2011, 00:39  


Ocenianie zeszłorocznych albumów miałem już sobie odpuścić. Tutaj sytuacja jest jednak wyjątkowa - otóż album, który dla mnie był jednym z najlepszych zeszłorocznych wydawnictw (ustępując tylko genialnemu "Phantasma" z rąk Boliera) jest przez ogól uważany za... niewypał. Nie zgadzam się z tą opinią słuchaczy i w krótkim jak na mnie wywodzie postaram się to treściwie uzasadnić.

Tak więc pod lupę bierzemy najnowszy krążek Rogera Shaha pod aliasem Sunlounger - znanym z ciepłych, wakacyjnych klimatów i odprężających melodii. Ten pan wpisał się w historię gatunku takimi utworami jak "Lumumba", "Another Day...", "Obsession" - długo można by wymieniać jego plażowe hity. Przyzwyczajenie wzięło górę i gdy na rynku pojawiła się najnowsza odsłona inspiracji twórcy balearicu pojawiło się mnóstwo głosów, iż jest to swego rodzaju koniec ery (jakże długiej) autora. Głównym zarzutem jest brak tych genialnych motywów, świetnych gitarowych riffów i prostego chilloutowego relaksu. Tu jednak należy napomnieć temat oryginalności Rogera - a raczej jej braku. Od dawna wypomina mu się powtarzalną, niemal identyczną perkusję w połowie utworów i nakładanie na niej nowych tematów muzycznych, z każdym następnym coraz słabszych. Nic więc dziwnego dla mnie jest w tym, że Roger próbuje szukać czegoś nowego, zachowując przy tym odrobinę dawnego stylu...

... i pierwszym dowodem na to może być pierwsze, tytułowe "The Beach Side of Life" krążka. Zaczyna się wprost idealnie - szum morza i delikatnie wkraczający wakacyjny motyw. Można jednak od razu dostrzec większą manierę w słuchanym utworze - dobry szlif, bardziej urozmaicone brzmienie. Dodatkowo twórca wplótł nam tutaj męski głos, który może nie najlepiej komponuje się z całością, jednak jest pewnym smaczkiem. Patrząc z dystansu jest to jednak bardzo dobre intro - spokojne przede wszystkim, czyli takie, jakie powinno wprowadzać nas w chilloutowy album. Podobnie prezentuje się inna część krążka - "Acapulco Waves". Największą rolę gra tu motyw, który jest po prostu świetny. Zagrany na typowym, Rogerowym dźwięku gitarowym aż prosi, by na chwilę zatrzymać się, wsłuchać, porozmyślać. Aranż "Acapulco..." to tylko dopełnienie wspaniałej pracy. Według mnie te dwa utwory są swoistym kompromisem między fanami autora a jego najnowszą myślą muzyczną - i według mnie nie mogą się nie podobać.

Teraz przejdziemy do tematu wokalnego - tematu, który, panu Shahowi wychodzi chyba najlepiej; świadczyć o tym powinny tony hitów takich jak "Lost", "Crawling" czy "You're so Cool" nagranych w duetach odpowiednio z panią Zara Taylor i Lorilee. Aż prosi się, by w tym momencie wspomnieć o albumowym "Found", nagranym właśnie z Zarą. Słyszałem wiele głosów o popowym nastrojeniu, banalności -nic jednak nie odwiedzie mnie od przekonania, iż jest to najlepszy vocal trance zeszłego roku i jednocześnie najlepszy utwór tej składanki. Nie znajduje tutaj żadnego, najmniejszego minusa. Wciągająca, uczuciowa melodia, genialny głos uczestniczki przedsięwzięcia - arcydzieło. O ile wersję klubową znałem dużo wcześniej, o tyle wersja chillout wytłuszcza wszystkie najlepsze cechy tego utworu. Urokliwy rozpływający się trzeci beat to strzał w dziesiątkę. Charakter tego dzieła wprost stworzony dla stylu Shaha. Innym wokalnym elementem albumu jest "Breaking Waves" (coś dużo tych fal w tytułach ;-)) w duecie z Ingerem Hansenem - tak jest, przedstawicielem mojej płci, co jest rzadkim przypadkiem w tym stylu. Tutaj główną rolę po raz kolejny (jak zresztą w większości prac) odgrywa gitara; bez wokalu jednak nie zdziałałaby kompletnie nic. Jeden z lepszych męskich głosów, jakie słyszałem. Perfekcyjnie komponuje się ze słonecznym klimatem. Kompletnie nie rozumiem krytyki w stronę Ingera - dla mnie jest on stworzony do tego typu kompozycji. Trzeba jednak przyznać, iż ten materiał trochę odbiega już od Trance - mi to nie przeszkadza. Ogólnie muszę przyznać plusa Rogerowi, ponieważ w chilloutowych wokalach jego poziom mocno wzrósł i widać to po tych utworach. "Crawling", "Keep Our Ring", "Dance With Me" i tona innych, starszych utworów brzmi nieco ubogo w wersji downtempo tak jakby bez wykorzystania potencjału tego gatunku. Wokale tego albumu są bardzo dopracowane i różnorodne co od razu "rzuca się w uszy" (przynajmniej moje).

Czas na odrobinę wywodu o oryginalności, którą zapowiedziałem. W trakcie przeskakiwania między materiałem ominąłem interesujące "Coastline". Motyw gra tutaj średnią rolę, choć jest całkiem niezły, jak przystało zresztą na ten alias. Najbardziej urzeka mnie tu instrumentalistyka. Motyw dosyć długo się wkręca, ale dzieje się to na bazie wyszukanych dźwięków. Miłe wrażenia akustyczne po odsłuchu. Nieco zmieniona koncepcja, ale wciąż czuć ten wakacyjny powiew bryzy. Ciężko cokolwiek tutaj rozkładać na elementy - całość całością mówi sama za siebie. Propozycja nie do ominięcia, która pokazuje, iż autor wciąż ma jakiś pomysł na swoją muzykę. Rzadko spotykanym elementem w balearycznym stylu Rogera jest pianino - w sumie nic dziwnego, bo kompletnie nie współgra z tym kierunkiem Trance. Czy aby na pewno? Bynajmniej, i żywym dowodem na to jest "Trademark White". Już pomijam samą melodię, która leje miód na serce. Melodia ta jednak jest głównie zagrana na wspomnianym wcześniej pianinie. Efekt? Świetny! Małym mankamentem jest to, że moment, który powinien mnie kompletnie rozwalić (jak zrobił w wersji klubowej bez pianina) tutaj nie jest aż tak wyraźny. Eksperyment uznaje jednak za udany. Melancholijny, spokojny - taki właśnie powinien być chillout, a aranżacja dodaje tylko uroku, której i tak tutaj nie brakuje. Te dwie propozycje jak najbardziej polecam, bo mnie osobiście nieco zaskoczyły, ale i tak urzekły w każdym calu.

Inną inspiracją Sunloungera jest na tym krążku orientacyjny klimat, którego ewidentnie utworom nie oszczędzał. "Feels Like Heaven" ponownie w kolaboracji z Zarą Taylor było absolutną premierą. Oczekiwania był ogromne, zwłaszcza że to duo ma za sobą dwa światowe hity, których tytułami podzieliłem się wcześniej. Słuchacze nie pozostawili na najnowszym efekcie współpracy suchej nitki. Po raz kolejny staję naprzeciw, bo dla mnie za sprawą właśnie tego klimatu utwór jest bardzo udany. Gdy tego słucham czuje się, jakbym znajdował się w dżungli nieopodal wioski Majów. Dźwięki syntezatora są niesamowite, nadają charakter wzdłuż i wszerz. Małym minusem jest tutaj wokal, który chyba po prostu nie współgra. Nie ma w sobie tego polotu, nie wznosi na wyżyny. Nie zmienia to jednak faktu, że tym utworem jestem bardzo mile zaskoczony. Instrumentalnym przedstawicielem tego klimatu jest "Kuta Beach". Po z lekka mrocznym, dramatycznym i nostalgicznym efekcie współpracy z Zarą dostajemy weselszą, spokojną melodię na podobnym aranżu. W tym przypadku wyszło jeszcze lepiej, ba, powiedziałbym nawet, że znakomicie. Po raz kolejny otrzymujemy oczekiwany, relaksujący oddech lata - tym razem jednak w świetnej oprawie.

Jak na Rogera przystało tzw. "śpiewanych" utworów jest sporo, tak więc na warsztat idą następne dwa. Pierwszy z nich, zatytułowany "Beautiful Night" jest niepozorny - brzmi jak zwykły klubowy utwór, tyle, że zwolniony i z łagodniejszym uderzeniem. Takie jest jednak wrażenie po pierwszym odsłuchu. Gdy przyjrzymy się bardziej, od razu odnajdujemy tą wakacyjną głębię, którą pół na pół buduje wokal i tło. Po raz kolejny jestem zaciekawił mnie szlif i ponownie dotyczy to obu kategorii tego utworu. Refrenowe "Beautiful Night" śpiewane jakby w kilkugłosie jest sporym pozytywem. Wspomniane wcześniej tło ponownie zbudowane z brzmień, których nie przypisałbym raczej autorowi i to jest dla mnie punkt zaczepienia do wystawienia dobrej opinii. Jeśli do czegoś się przyczepić, to do mało Vocal Trance'owego stylu i dotyczy to chyba wszystkich wokalów na tej płycie. Nie inaczej jest z "Life" nagranym z Lorilee. To chyba najmniej atrakcyjny duet na składance. W sumie przepis był prosty - dobra melodia, dobry głos, ponownie dobre instrumenty. Może właśnie dlatego próżno tu szukać czegoś zaskakującego. Jest to dobry utwór do posłuchania (może niekoniecznie odprężenia się, bo jest trochę zbyt wyrazisty), troszkę jednak szkoda niewykorzystanego potencjału. Połączenie typowego stylu mr. Suna i uzupełnienie go pierdółkami wprost z tego albumu nie wystarcza, żeby mnie rozkochać. Choć passa wciąż jest podtrzymana i jest to kolejny (dziesiąty?) utwór który odbieram bardzo pozytywnie, i który stosunkowo często odtwarzam w słuchawkach.

Żeby nie było tak cukierkowo trzeba jednak wspomnieć o dwóch porażkach tego wydania - to, że "Summer Escape" brzmi zbyt łatwo mogę przeboleć, ale tego motywu ni kija tutaj nie widzę, Nie jest ani wesoły, ani smutny. Ani nie porusza, ani nie odpręża. Jest dobitnie nijaki. Na innym albumie, w innej kompozycji, innej budowie może bym mógł go odebrać z uśmiechem na twarzy - w tym miejscu niestety ocena jest niska. Z kolei w "Son Of a Beach" podobać może się tylko chwytliwy tytuł (chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego). Bezpłciowy do granic możliwości. Melodia poniżej przeciętnej, w dodatku opierająca się głównie na akordach i słabo rozbudowana. Różnorodność dźwięków zbyt duża, nie układa się w żadną całość. A już gwoździem do trumny jest to, że to nudne przebąkiwanie trzeba znosić przez bite osiem minut. Nieudane wyjście z jakże świetnego krążka.

Miałem się krótko wypowiedzieć, a wyszło jak zwykle... Może to i lepiej, bo macie mój pełny pogląd na ten album... Album pełen znanego i nie bez powodu przypisywanego Rogerowi geniuszu, ale zarazem świeżego oddechu na materiale. Ciężko mi ustalić, czemu ten album został tak mocno ścięty zarówno przez krytyków, jak i zwykłych słuchaczy. Nie jestem pradawnym fanem Rogera Shaha, nie posiadam w domu pełnego asortymentu jego składanek, ale swoje nadrobiłem, przesłuchałem i na bieżąco stwierdzam, iż jest to naprawdę dobry album! Są emocje, uczucia, w spokojnej i delikatnej oprawie. Jest innowacja, której wcześniej trochę zabrakło. Inna sprawa to sprawa wersji klubowych. Przez wielu były pewnie brane pod uwagę, u niektórych być może tylko one były przesłuchiwane. Ogromny błąd! Ja wersje uptempo traktuje jako dodatek - bo w większości brzmią tak samo i po paru minutach można stwierdzić, że są robione na jedno kopyto. Sunlounger to chillout, wersje mocniejsze są małym haczykiem na tych, którzy nie gustują w czymś wolnym i szukają popularnego "pierdolniecia" - a to, że poprzednie albumy miały bardziej dopracowaną tę część, to już inna bajka. Z innym zarzutem trudno się nie zgodzić - komercja. Świadczy o niej ilość wokali, pompowanie zapowiedzi, ilość teledysków nagrana na potrzeby tych produkcji... Według mnie dopóki się tego unika, nie ma to nic do rzeczy w muzyce. Muzyka jest muzyką i to tylko na nią powinno się zwracać uwagę - a ona przez żaden dłuższy moment jakąś wielką komercją mi nie pachniała (porównując chociażby do innych Trance'owych twórców, takich jak Armin van Buuren czy Above&Beyond). Ja spędziłem miłą godzinę z kawałkiem w ucztowaniu kunsztu Shaha, i to nie jeden raz. Może to nie są już te wielkie hity, którymi niegdyś byliśmy częstowani, ale w erze tego nudnego rozwoju stylu każda odmiana jest mile widziana - tym bardziej w gatunku z takim potencjałem, niewykorzystanym w dodatku. Po przesłuchaniu tego albumu dużo mocniej zaangażowałem się w przesłuch Chilloutu i dla mnie to jest wyznacznik jego siły. Wychodzę z założenia, że trzeba być otwartym na coś nowego i czuje, że jest on skierowany właśnie w moją stronę Z niecierpliwością czekam na jego tegoroczny efekt dwóch lat pracy nad czymś nowym, oryginalnym, lecz tym razem klubowym - "Open Minded" wchodzi w lipcu na rynek, i już sam tytuł wyraża w dwóch słowach moje poprzednie zdanie. Czuję, że będzie co recenzować, więc do zobaczenia :-)

P.S. Mile widziane komentarze, bo wiem, że część tego co napisałem, to może być moja zbyt subiektywna wizja, a na taką najlepsze są właśnie kontrargumenty,
_________________
Trust. Religion. Allocation. Nature. Calling. Emotion.
 
 
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group -
Template modified by Joy & han350.

Regulamin | Faq | Statystyki | AsotOnly - Facebook | Kontakt




Leading Trance Radio Player
RadioTuba.org

Strona wygenerowana w 0,53 sekundy. Zapytań do SQL: 11