Aby na chwilę oderwać się od dużej porcji albumów tegorocznych, postanowiłem wziąć się za drugą moją tegoroczną kompilację - In Search Of Sunrise opatrzoną numerem 9 i sukcesywnie zmiksowaną przez dobrze znanego nam wszystkim Richarda Duranda. Faktu pominąć nie można, że składanka jest to legendarna - pierwsze siedem części wypłynęło pod szyldem samego Tiesto, a nazwą kompilacji został zaszczycony jego remix dla "Delerium - Silence", do tej pory uważany za najlegendarniejszy utwór Trance wszech czasów. Nic więc dziwnego, że po opuszczenia stajni Black Hole przez tego właśnie DJa, jedynym rozsądnym wyjściem wydawało się zamknięcie serii - komercyjny sukces stał jednak przed oczami wytwórni, która powołała do jej kontynuowania wspomnianego Duranda. "Ósemka" była przyjęta bez entuzjazmu, ale emocje już opadły - czy numer dziewięć znanej serii może konkurować z najlepszymi kompilacjami tego roku? Żeby to sprawdzić, wybierzemy się w podróż po klimatach Indii...
CD1
O intro do płyty postarał się bodaj najpopularniejszy duet indyjskich producentów (i prywatnie mój ulubiony duet producentów trance'owych) - Lost Stories. Pod swoim szyldem Prayag & Rishab (znanym z orientalnych hitów takich jak "Ashna" czy "Roshni") odświeżyli jedną z pierwszych produkcji Prayaga - "All Good Things". Nie miałem żadnym obaw o ten utwór (mimo, iż styl tych panów stał się ostatnio zbyt progresywny) i nie ulega wątpliwości, że dobrze zrobiłem. Wstęp do płyty jest po prostu wspaniały - głównie za sprawą klimatu, który zapowiada nam w jakich sceneriach brzmieć będzie nam ta dwupłytowa składanka. Orientalne instrumenty są po prostu wspaniałe. Jedyny niedosyt to długość utworu - trzy minuty pozwoliły zmieścić w sobie tylko preludium płyty i kawałek dobrego baseline'u. Nikogo jednak o to nie obwiniam i oceniam wstęp w stu procentach pozytywnie.
"All Good Things" było jednak małą zmyłką w kwestii trwania utworów - dowód otrzymujemy w postaci utworu Ad Brown, Mango & Kerry Levab - "Tonight". Bardzo spokojny, lekki. Praktycznie nie czuje się w nim beatu. Na dłuższą metę lekko nużący, jednak zestawienie tego delikatnego wokalu i cichego tła daje bardzo poważny powód, by się odprężyć.
"Craters Of The Moon" Alex O'Riona to już nieco mocniejsze brzmienia. Temperamentem jednak dorównuje dwóm poprzednim - póki co mi się to podoba, zobaczymy czy zmieni się to wraz z dalszym odsłuchiwaniem. Troszkę mniej rzucająca się w oczy pozycja. Ot, przeleciała i tyle.
Pulser featuring Molly Bankcroft - "In Deep", czyli jak wskazuje tytuł: kolejny, głęboki, lecz nie przekombinowany progressive. Stonowany, i to nadaje mu ten wspaniały klimat. Bardzo przyjemny wokal. Kolejna udana produkcja tej kompilacji.
Czas na coś wakacyjnego, z barwnym brzmieniem gitary. Zoo Brazil/b] oraz wokalista [b]Rasmus Kellerman przedstawiają nam swoją propozycję zatytułowaną "Hold Me Tight". Wokal z dużym reeverbem - ciężko się do niego przyzwyczaić, ale w skrajnym sytuacjach może wywoływać pozytywne odczucia. Utwór bez wyraźnej linii melodycznej, wałkujący wciąż te same akordy - w dobrym skomponowaniu jest to cecha dobrego progga; nie innaczej jest w tym wypadku.
Vinson - "Circular Progression" to niewątpliwie jedna z perełek tego krążka. Rewelacja! Wciągający, smutny motyw, w połączeniu z oryginalnymi, technicznymi, delikatnymi brzmieniami daje niesamowity efekt. Ciężko cokolwiek więcej o tym powiedzieć, po prostu trzeba tego posmakować!
Coś mocniejszego, szybszego: Venaccio & Daigon - "Avatar". Momentami przypomina mi "Drop Zone" Woodsa, sam nie wiem czemu. Jakichkolwiek skojarzeń bym nie wyciągnął powiem tylko, iż jest to kolejna genialna produkcja. Zwłaszcza jej breakdown wzrusza.
Nie uciekając od mocniejszych brzmień otrzymujemy twardy progres od Moonpax - "Ice Coffee". Do zestawu z główną liną, przy której śmiało można potupać, otrzymujemy wakacyjny, wspaniały motyw. Cudo! Przypomina mi styl Nuery, a niemal każdy utwór tego producenta ubóstwiam.
Pierwszą słabą pozycją jest Mike Saint-Jules presents Saint X featuring Sandel - "Summerlives". Całkowicie nie komponuje się z tym, co do tej pory słyszeliśmy. Nie wyróżniający się wokal, drażniące dźwięki, nudna melodia. Szybko przełączam "Dalej"... ...by usłyszeć najnowszą pracę Craving, zatytułowaną "Inflection". Młody, rosyjski duet, szturmuje trance'owe listy przebojów swoimi lekko house'owymi interpretacjami motywów typowych dla naszego gatunku klubowej muzyki. Spodziewałem się czegoś specjalnego, i... mocno się zawiodłem. Produkcja ta brzmi jak zwolniony uplifting - bez wyrazu, bez mocniejszego stąpnięcia. Kolejny średniak.
Rene Martens, współtwórca tegorocznego hitu "The Man Who Knew Too Much", prezentuje nam swój kolejny tegoroczny utwór "Point Of No Return". Dosyć oryginalny w brzmieniu, ale nie porywający. Do posłuchania w ostateczności.
Thomas Coastline - Eliminate to powrót do dobrej passy tej płyty. Opisywałbym go podobnie jak większość poprzednich. Magią progressive'u jest jednak to, że każdy jeden utwór, choć w budowie brzmi podobnie, brzmi zupełnie inaczej. I właśnie taki przypadek tu spotykamy. Miła dla ucha produkcja.
Save The Robot to prawdę mówiąc formacja znana mi tylko z najnowszego remixu dla BT (za to jakiego!). Ich utwór na tej kompilacji to "Solace". Mocny, kojarzący się z wytwórnią Coldharbour. Ma w sobie dobrą energię, zabrakło tu jednak jakiejś ciekawszej melodii. Szkoda, bo potencjał techniczny jest.
Richard Durand nareszcie serwuje nam coś swojego na zmiksowanym przez siebie krążku! W duecie z Hadley powstało "Run To You". Niemal od pierwszej sekundy słychać te mocne, wyszukane dźwięki, jak na Ryśka przystało oczywiście. Przypomina się jego świetny album "Wide Awake". Niestety, ten utwór nie jest na aż tak wysokim poziomie, choć odbieram go pozytywnie. Melodia i brzmienia na plus, na minus brak czegoś swojego i nudny śpiew pani Hadley.
CD1 kończy się utworem Jason van Wyk & JPL - "Elsewhere". Mroczny baseline w połączeniu z letnim motywem dał ciekawy efekt. Zaszufladkowałbym jako dobry, ale daleki od wybitności. Średnie zakończenie świetnego dysku.
CD2
Pora na kolejną porcję indyjskich smakołyków. Zaczynamy z Supermind i "Golden Langur". Po raz kolejny znakomity aranż intra. Daje uszom wiele ciekawych wrażeń, jednak nie dostaniemy tutaj jakiegoś konkretnego motywu i jest to niestety duży brak.
Tytuł najdłuższego utworu na składance pada łupem Jorg Zimmera i Eva Kade, w utworze "Fire In My Head". Niestety, nie idzie to w parze z jakością. Technicznie brzmi ciekawie, ale tylko i wyłącznie technicznie. Jest zbyt jednolity.
Silence Groove - Seven poziomem nie odbiega zbytnio od początku CD2. Zarzuty mam podobne, jak dla pierwszego utworu Craving - nie będę ich przytaczał, kibicując w waszych myszkach.
Jak już wcześniej udało mi się wspomnieć, nazwa kompilacji to dla fanów tego starszego Trance'u nazwa legendarna. Nic więc dziwnego jest w tym, że gdy Richard Durand ochrzcił swój remix utworuJonas Steur featuring Jennifer Rene - "Still I Wait" mianem "In Search of Sunrise Mix", wybuchły głosy niezadowolenia. Czy słuszne? Według mnie nie. Nie jestem fanem symboli i nie działa na mnie argument marki w tej nazwie. Mi jest dane tylko powiedzieć, że remix brzmi kompletnie nie Richardowo, co nie zmienia faktu, że brzmi bardzo dobrze. Przyjemniaczek. Bez zbyt odważnych, jak to czesto w przypadku Rysia bywa, instrumentów, rozkochuje w sobie wokalem i melodią. I tak powinien robić Trance.
Po raz kolejny prezentuje nam się Craving, tym razem z "Summer Memories". Brzmi zdecydowanie inaczej, i o wiele lepiej. Chillowy progressive z dużym udziałem gitary i bardzo zrównoważonym tłem.
George Acosta featuring Emma Lock - Falling Deep (Extended Mix) - jako, iż większość tworów tej pani wychodzi ze współpracy z niejakim Shogunem, nie jestem jej fanem. W tym utworze wypadła jednak całkiem dobrze, jak i cały utwór zresztą. Troszkę zbyt standardowy jak na Acostę, jednak bardziej wpasowuje się w brzmienia tej płyty.
Tom Cloud to kolejny producent młodego pokolenia zawarty na tej kompilacji - w raz z utworem "The Sky Is The Limit". Uwielbiam go za zeszłoroczny remix "Cowabunga", więc oczekiwania były spore - tym razem, zostały one zaspokojone. Spokojna kompozycja, przy której można po prostu odpłynąć.
Trzecia już propozycja od samego Richard Duranda, tym razem w duecie z Julie Thompson otrzymujemy "Diamonds In The Sky". Nie zaskakuje, jednak może się podobać, Bez przebranych dźwięków, jednak te zawarte brzmią przyjemnie i sprzyjają odpoczynkowi - podobnie jak wokal Julie. Tak samo jak jego dwie wcześniejsze propozycje - nic spektakularnego, ale słucha się miło.
A teraz czas chyba na pierwszą pozycję, którą znałem już wcześniej... tak, a za nami już 23 utwory. Czas na najnowszą produkcję Andy Duguida oraz Fenji pt. "Strings". Styl Andiego bardzo mi tu odpowiada, mając na myśli głównie baseline. Jednak ten spokojny wokal również potrafi zauroczyć. Brzmienie gitary, słodka melodia - w sam raz na lato.
Ponownie Alex O'Rion - "Rise Up Again" nie wnosi jednak nic, oprócz dawki energii. Po prostu brak uczucia.
Daniel Wanrooy - "Bangalore" to już coś pokroju muzyki House. Myślę, że na parkiecie mogłoby czynić cuda, jednak nie na taką płytę ten utwór.
Sunny Lax dostarcza nam nieco dyskotekowych brzmień: "Viva La Revolucion" to jednak średniak, a to za sprawą motywu. Niczym nie przyciąga mnie ten właśnie utwór.
Dragon & Jontron - "Wheels Up" jest kolejnym "techniakiem". Progresywny baseline jest w porządku, jednak to stanowczo za mało.
Znany estoński upliftowiec DNS Project prezentuje swój nowy alias Bigroom, a co za tym idzie pierwszy utwór pod nim wydany - "In The Air". Brzmi całkiem dobrze. Można by go porównać do kilku utworów z początku CD1 - z tym, że ten jest nieco bardziej energiczny, mniej progresywny, bardziej melodyczny. Oceniam go jednak wysoko.
Na zakończenie chyba jedyny rasowy uplifting trance na tej płycie, grany w audycji A State of Trance "Arrivals" Marka Sixmy. Świetny utwór! Z głębszym motywem i dobrą siłą. Świetny akcent na zakończenie składanki.
Podsumowanie: Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiego entuzjazmu z mojej strony dla tej kompilacji. Nie spodziewałem się także materiału takiego, jaki usłyszałem. W trakcie trwania pierwszej płyty byłem wniebowzięty - melodyjny, a zarazem techniczny i twardy progressive. Uczta brzmień, utwory naprawdę mocno dopieszczone. Po płycie drugiej z utworu na utwór robiło się coraz gorzej; jednak i tam kilka perełek możnaby spokojnie wskazać. Podsumowując w skrócie: jest to kompilacja godna polecenia każdemu fanu dobrego Progressive Trance i może niezbyt ambitnych, ale miłych, wakacyjnych melodii. Z odsłuchanych przeze mnie czterech (i ocenionych dwóch) jest to najlepsza kompilacja tegoroczna, a jako że na horyzoncie niczego ciekawego nie upatrzyłem, zostanie tak chyba do końca roku. Ocena: 9 Najlepsze utwory: CD1: Moonpax - Ice Coffee, Lost Stories - All Good Things (Prayag & Rishab Intro Mix), Vinson - Circular Progression (wytłuszczam ten utwór, bo bez wachania wskazuje go jako najlepszy na tym wydaniu, co więcej - wskoczył do TOP20 tego roku u mnie) CD2: Andy Duguid featuring Fenja - Strings, Mark Sixma - Arrivals |