Michael Cassette - Temporarity to bardzo miła odmiana dla standardowych trance'owych albumów, których pojawia się ostatnio jak grzybów po deszczu. Wolniejsze tempo, popowy beat, klimat lat 80' i 90', house progresywny pod każdym względem - jeśli to lubicie, to album się wam spodoba. No więc może ja napiszę co nieco, co o albumie sądzę...
My Name Is Michael Cassette - bardzo dobry kawałek na początek albumu. Doskonale wprowadza w jego klimat. Krótkie intro, wchodzący pulsujący beat, a od 1:35 utworek rozpoczyna się na dobre. Niektóre dźwięki dają po uszach, ale melodia jest przyjemna a baseline bardzo dobrze nastraja. Troszkę eksperymentu z budową i wyszło solidne dzieło.
Shadows Movement - Po świetnym rozpoczęciu jeszcze lepszy utwór. Z klimatycznym wstępem, później prostym spokojnym uderzeniem. Melodia łagodna, utwór rozkręca się powoli przez co można się w nim zasłuchać. Podobne do intra, fajne zejście w break. Później już tylko rozwinięcie, naprawdę mocny kawałek.
Crockett's Theme - Motyw znany, szkoda że mam do niego wstręt (choć interpretacja duetu Cassette poprawiła mi troszki opinię o nim). Technicznie już troszkę inny od poprzednich, w tej kategorii plus. Troszkę przynudzający.
Through The Windows - spokojniejszy, pierwszy wokalowy kawałek. Może nie odkrywczy, ale bardzo miło się słucha. Wokal zasłania trochę muzykę, co daje utworowi plusa. Nieco ciekawych dźwięków.
Magenta Sunset - Troszkę w innym klimacie, słabszy utwór. Mało atrakcyjny, po 2-3 przesłuchaniach troszkę bije w uszy.
Ghost In The Machine - Wpasowany klimatem w album, dobry progressive z przyjemną melodią. Nie zachwycił mnie, ale dobrze słucha się go na luzie. Brakuje mu jakiegoś dotknięcia z innej ręki, zbyt standardowy.
Pangea - Przypomina mi remix dla BT - bardzo dobry kawałek. Troszkę mroczniejszy, chyba odrobinę zbyt wolny. Chórek daje fajny efekt.
Nevermore jest następnym wokalowym utworem - o wiele lepszym od poprzednika. Jak zwykle intro na ciekawych odgłosach. Słodki motyw. Męski głos daje z lekka discowy klimat, i nawet to się tu uciera na plus. Breakdown również ciekawie rozegrany.
Kilimanjaro zachowany w innym odcieniu kawałek. Mnie niestety nie porwał - zabrakło mu jakiegoś glębszego motywu, po prostu te 4 minuty przelatują i nie zostają w głowie. Technicznie wyszedł jednak całkiem nieźle.
Carpe Diem - o tak, to mi się podoba. Bez zbędnych elementów, miły i spojony progres. Miejscami za długo się ciągnie, ale nadrabia melodią. Bit robi w tym utworze chyba największą robotę. Niby upierdliwie brzmi, jednak ten utwór jest jak magnes - przyciąga im bardziej się w niego wsłuchamy
Zeppelin z kolei bardziej energetyczny, mi jednak nie wpadł w ucho. Dobrze się rozkręca, brzmieniem bliżej tych nowoczesnych niż starszych lat. Ciężko mi coś o nim powiedzieć, widać na nim dużo pracy a jednak aż tak mi się nie spodobał.
Funeralia - Farewell To David - ciekawy akcent na zakończenie albumu. Coś między chilloutem a balladą, z ładną melodią i miłymi brzmieniami. Tło utworu wywołuje zadowolenie na twarzy. Budowa też pozytywnie dziwna - połowa to mroczne, wolno biegnące intro, później przejście w bardzo miły klimacik. Może nieco zbyt długi, przez co ciężko się go słucha.
BONUS Memories (90's Piano Mix) tutaj bardzo dobrą rolę odgrywa pianino, ogólnie troszkę odmienny od pozostałych kawałków ale chyba najbardziej wkręcający, skoczny w dodatku. Nie jest rewolucyjny, ale dodaje uroku temu albumowi.
Podsumowanie: Album wyraźnie skierowany do określonego grona słuchaczy, co cieszy - nie ma na nim wymuszanych popowych wokali, a duet Michael Cassette mógł spokojnie oddać na nim swój styl, swoją muzykę. Miejscami niezbyt zróżnicowany, jednak dzięki temu czuć, że album to nie kompilacja (co w ostatnich albumach da się wyczuć) lecz jakaś historia. Kilka ciepłych, spokojnych utworów do posłuchania w domu, kilka ambitniejszych, które jak zauważyłem z tego albumu podobały mi się najmniej (sam nie wiem czemu). W swojej kategorii naprawę dobry album.
Najlepsze utwory: Shadows Movement i Carpe Diem
Ocena: 7.5
Miejsce w zestawieniu 2010: 3 (ex aequo)
Postanowiłem, że sporo albumów wyszło w ubiegłym roku więc zrobię małe podsumowanie. Zastrzegam jednak, że nie psize tego jako obiektywny redaktor tylko przeciętny słuchacz, który ma swój gust.