Event zaliczam do udanych. Według mnie najlepiej zagrali Nilsen, Schossow, Shah.
Orjan od samego początku grał same sztosy, było energicznie, było czuć power.
Schossow zaczął trochę wolniej z początku, ale po czasie się rozkręcił i nie można się było nudzić. Shah zagrał w swoim balearycznym stylu, wolno na początku, jednak się rozkręcił i nie było źle, cieszy mnie, że zagrał na koniec Healesville Sanctuary.
Kyau & Albert nie wiem jak zagrali, akurat na ich secie odpoczywałem w namiocie piwnym. Pojawiłem się na końcówkę akurat leciało Sun & Moon w jakimś remixie. Zaskoczony byłem, że na koniec zagrali Megashira tego się nie spodziewałem.
Power Hour IMO największa porażka, powinni po tym zmienić nazwę na Dead Hour, chałtura jakiej świat nie widział. Muzycznie było strasznie kiepsko. Utwory bez wyrazu, jakiejś energii niczym mnie nie powaliły. Nawet tych fajerwerek było mało przy tej celebracji. Jak wspomniał Łukasz jeszcze wodzirej się znalazł na scenie, nie wiem po co. PH w porównaniu z poprzednim rokiem wypadło bardzo źle.
Dobrze, że były lasery, może nie świeciły jak na Mayday Laser Show, ale w poprzedniej edycji ich nie było więc dobrze, że się znalazły.
Cieszę się, że mogłem poznać kilka osób z forum i wspólnie z nimi wejść w ten 2012 rok.