Nad albumem "Northern Lights" Gareth Emery pracował podobnież 2 lata, a patrząc na ilość produkcji jaką w tym czasie wydał to większość swoich sił skupił chyba właśnie na albumie. Dlatego oczekiwałem od niego bardzo wiele, ale już na wstępie powiem że się zawiodłem. Nastawiony na progresywne dźwięki dostałem ich chyba trochę... za dużo? No nic, oto co sądzę o poszczególnych częściach albumu.
Stars (feat. Jerome Isma-Ae) - udany sposób na rozpoczęcie albumu - pikanie, jakieś komendy głosowe, dobrze to współgra razem. Niestety, później jest trochę gorzej. Technicznie mogę utwór pochwalić, ale lekko przynudza, zbyt prosty jak na mój gust. Motyw nie jest aż taki zły, ale chyba stył Jerome-Isma-Ae działa na mnie usypiająco. I chociaż później wszystko ładnie się rozkręca, to dla mnie jest to raczej przeciętniak. El Segundo to dla odmiany bardzo dobry utwór. Progresywne i nieco pusty, ale jemu z kolei nic nie brakuje. Jest klimat, dobrze dobrane instrumenty. Jest to jeden z naprawdę niewielu utworów, w których dobrą rolę grają dla mnie vocal-chopsy. Nie rozkręca się zbyt szybko, ale dzięki temu jest spokojniejszy i głębszy. Jedyny minus to początek breakdownu. Too Dark Tonight (feat. Roxanne Emery) - tu z kolei mamy coś w kierunku ballady. Wokal przeciętny, niczym się nie wyróżnia, do tego typu utworu bardziej wpasowałbym jakiś łagodniejszy. Melodycznie całkiem nieźle, jest klimat i nawet dosyć ciekawie rozwiązana budowa. Przez pierwsze 3-4 minuty świetnie się słucha, później jednak kawałek zanudza. Nie pomaga zmiana tekstu i dodanie skrzypków. Miły motyw piano na końcu. Arrival (feat. Brute Force) - utwór w innych ramach, dalej jednak nie podbija mojego serca. Na plus wyróżniam tylko flet. Zbyt progresywnie, zbyt technicznie. Melodia niby skoczna, ale no właśnie melodia... zabrakło jako-takiej tutaj. Fragmenty gdy wchodzi flet są naprawdę dobrze rozwiązane, ale w żaden sposób nie przekłada się to na to jak kawałek się rozwija. Into The Light (feat. Mark Frisch) to kolejny wokal i, tak jak w przypadku poprzedniego, ten również jest przeciętny. Pan ma ciekawą chrypkę, ale strasznie smęci, nic ciekawego w jego barwie. Można tu poczuć styl Garetha, niestety nawet ładne rozwinięcie utworu nie daje mu zbyt wiele uroku. Full Tilt - kolejny odrobinę inny kawałek, ale opinia wciąż ta sama - technicznie dobrze, melodycznie do... niczego. Dobry skoczny baseline, pasujące odgłosy, ale ciągle powtarzający się w tle dźwięk jakby z chińskiego baru mlecznego denerwuje. Nieco inny break, ale przez całe niemal 8 minut utwór nie zadowolił mnie w żadnych calu. Sanctuary (feat. Lucy Saunders) - sam fakt że to podobno vice-najlepszy utwór 2010 zawiesza poprzeczkę wysoko, ale nawet tej niskiej utwór by nie przeskoczył. Za pierwszym odsłuchaniem nie jest tak źle - dyskotekowa podstawa, ładnie brzmiący wokal, ale... patrząc na to wszystko z dalszej perspektywy, to jest to po prostu disco. Mało trance'u w trancie. Na początku mi się nawet podobało, ale po wsłuchaniu czuć pseudo-słodki break pod publiczkę, nudną ramę utworu. Na pewno Gareth mógł go zrobić lepiej, ale że nie chciał to już jego sprawa. W Citadel podoba mi się tylko tytuł. Kolejny singiel utrzymany w innej konwencji, kolejny dobrze rozegrany technicznie utwór i znowu brakuje jakiegoś lepszego motywu, melodii. Słychać potencjał, ale nie słychać jego rozwinięcia. Fight The Sunrise (feat. Lucy Saunders) - ku memu zdziwieniu naprawdę dobry kawałek. Z mocniejszym beatem, śliczną gitarą budującą klimat, z całkiem niezłym wokalem (nie nadzwyczajnym, ale co najważniejsze nie psującym tego numeru). Chilloutowy breakdown jak znalazł, może mógłby chwytać za serce bardziej, ale jest OK. Rozwinięcie bez kombinowania, ogółem cały kawałek dobry. All Is Now (feat. Activa) zaczyna się długim intrem - czuć w nim że będzie fajny kawałek, ale troszkę mogłoby być krótsze. Ładne akordy pianina. Później czuć już wejście Emery'ego no i kawałek leci. Ogólnie to jest on taki jak pozostałe, z tym że tu jest jakaś emocja. Pomysły, które w innych kawałkach brzmiały niemiło (jak np. powtarzana melodia w Full Tilt), tutaj brzmią dobrze, myślę że nie mały udział był w tym Activy. Więcej energii stąd płynie. Ukryty jakby breakdown - dobra sprawa, bo motyw jest wałkowany przez calutki kawałek więc breakdown jako taki jest tu niepotrzebny. Słodko się tego słucha. BONUS I Will Be The Same (feat. Emma Hewitt) - progresywny baseline, coś podobnego do Sanctuary. Średniak jak dla mnie, najbardziej podoba mi się mroczne wejście, a z kolei później wesoły break. Wokal na dużym reverbie, niczym nadzwyczajnym się nie wykazuje. Skoczny kawałek, do klubu jak znalazł, ale niczym specjalnym moich uszu nie ujął. BONUS Global (Freedom Music Edit) - Progressive do kości. Bez skomplikowanych elementów, co tutaj daje plus. Progresywny baseline jest świetny, nieco pusty, przez co brzmi bardziej technicznie. Rozkręca się w sam raz. Zaskakująca budowa i rozwinięcie. Ten motyw czystej trąbki fantastyczny. BONUS On A Good Day (Metropolis) (with Above&Beyond pres. OceanLab) - Gratulacje za mashup dla duetu Myon&Shane, nie oceniam.
Podsumowanie: Ktoś wspomniał słowa autora albumu, które mówią iż aktualnie "95% trance'u to g..." - niestety, ale album wpadł we własny dołek. Nie jestem jakimś prasłuchaczem prac Garetha Emerego, ale oceniając album obiektywnie nie ma w nim nic, co mnie do Trance przyciąga, czym Trance mnie rozkochuje. Są utwory lepsze i gorsze, jest różnorodność, jest jakaś kreatywność, ale tu z kolei zabrakło czystego trance. Jest to duży brak, bo słuchając tego wynudziłem się jak nigdy przedtem. Najlepsze utwory: El Segundo i All Is Now Ocena: 4.5 Miejsce w zestawieniu 2010: 7 |