Jako że nie mam czasu na recenzowanie, będę nadrabiał albumy krótkimi postami. Spodziewałem się transowego albumu w stylu Dennisa, jak choćby jego ostatniego świetnego remixu "Life Before The Earthquake", toć zawartość tego wydania mnie zaskoczyła. Nie znaczy to jednak, że moja opinia jest negatywna. Początek nie zwiastował dobrze - "Bring Me Back" z nudnym męskim wokalem, słynne "Fallen Angel" w nietrafionej wersji... Później już mała tendencja zwyżkowa. Przykuł moją uwagę "Silence" - nie opanował mojej głowy, ale aranżacja downtempo (jak się okazuje nie jedyna), zwłaszcza perkusji, narobiła mi smaczku. Podsumowując już ogólnie pozostałość - dobre wokale przeplatane złymi, charakterystyczne dźwięki trafione mniej bądź bardziej, kilka melodyjnych motywów i progresywnych zapychaczy. A mimo to... album mi się spodobał. Ma w sobie jakiś magnes. Nie znajdą nic tutaj entuzjaści tylko i wyłącznie klubowych brzmień, lecz ci otwarci na niedzielny relaks mogą bez obaw wrzucić to do głośników. Tytuły, które powinienem wyróżnić? Na pozytyw: przyjemniaczek
Someday, niebezpiecznie odprężający
"Out In The Cold", duet z Cold Blue
Not Too Late (polecam wyjutubować wersję klubową, póki nam jeszcze ACTA nie zabrania

) oraz
I Die - zwłaszcza te ostatnie dwa są dobrym powodem, by w krążek się zaopatrzyć. Z drugiej strony medalu - profanacja genialnego progresywnego duetu z TyDi
Somehow czy wspomniane
Fallen Angel i inne tego typu kruczki mogą się zdarzyć, dlatego zalecam włączyć tolerancyjność choćby na pierwszy odsłuch. Dennis dostaje u mnie za swój albumik 7.95 - tuż przed Above&Beyond, których wychwalałem pod niebiosa, ale prawdę mówiąc ich propozycja była dużo trudniej przyswajalna.
Sumując - można przesłuchać
P.S. Przydałaby się wersja Extended, niektóre motywy mogły by zrobić furorę na scenie, a Dennis dostałby na pewno lepsze recenzje, bo wszyscy wiemy, że potrafi