Album wyszedł, miałem nieprzyjemność go przesłuchać więc napiszę kilka słów
No więc tak jak się spodziewałem, panowie z Dash berlin nic specjalnego nie pokazali. Utwory zawarte na tym albumie są schematyczne, niczym nie zaskakujące, po prostu nudne. Budowane na zasadzie Cukierkowy wokal + banalna, wpadająca w ucho melodyjka + komercyjny feeling AD 2009. Zero pomysłu na poszczególe kawałki. Nawet zdołali zniszczyć tak piękny klasyk:
Solid Sessions - Janeiro. Po prostu zrobili z tego komercyjny szit.
Jedyne tracki które można słuchać bez bólu to
Never cry again i
The new daylight. Reszta jest nuuuudna. No ale wpada w ucho, poleci w esce, vivie i dzieciaki będą szalały.
Dash berlin to taki drugi ATB - zrobić crap do radia, byle się sprzedać i zyskać popularność. Dla mnie zaczęli się i zarówno skończyli na
Till the sky falls down. Szkoda, miałem cichą nadzieję że się jednak pozytywnie rozczaruję i album będzie dobry, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

Przynajmniej nie będę musiał znosić tej okropnej okładki na mojej półce