Po krótkiej przerwie czas przyjrzeć się kolejnemu albumowi. W tym wypadku pójdzie szybko i gładko, choć ilość materiału i nazwiska zawarte na krążku powinny sugerować dużą porcję muzyki - może niekoniecznie dla koneserów, jednak na pewno dla fanów dobrych, aktualnie brzmiących rytmów . Kiedy numerek jeden światowych rankingów,
Armin van Buuren oddaje w ręce słuchaczy swój zeszłoroczny album w interpretacjach innych producentów, słusznie należy spodziewać się absolutnej śmietanki sceny muzyki Trance - zarówno tej wygasłej, jak i wschodzącej. Efektem konfrontacji kompozycji Armina i aranżów innych, dobrze znanych nam twórców jest trójpłytowe wydanie
"Mirage: Remixes", zawierające aż 30 pełnych utworów.
Mimo tak pokaźnej liczby, recenzja będzie krótka i, mam nadzieję, treściwa. Jako, iż płyta "Mirage" była już przeze mnie recenzowana (
http://asot-only.pl/armin...-vt2409,285.htm), swoim uchem będę próbował oceniać tylko i wyłącznie jakość remixu. Dlatego też najlogiczniejszy będzie tutaj podział na trzy kategorie: remix
lepszy od oryginału,
dorównujący mu i
słabszy od niego. Dość gadania, czas zobaczyć co ma dla nas legendarny holenderski DJ i jego podopieczni (bo jak zawsze należy się spodziewać, że ponad połowa nazwisk to wychowankowie Armady).
Na początek te najbardziej udane twory. Już pierwsza płyta rozpoczyna dobrym akcentem. Być może
"Drowning (Avicii remix)" z Trance wspólnego ma niewiele, jednak udana przeróbka tak słabego oryginału, a w dodatku wpadająca w ucho, zasługuje na uznanie. Podobnie spisał się
Orjan Nilsen, remixując
Minack. Nie jest to najciekawszy kąsek, jednak utwór niesamowicie trudny do poprawienia i szanuję norweskiego DJa, że się tego podjął i wyszło mu to bardzo dobrze. Łatwiejsze zadanie miał
Blake Jarell przy pracy nad wyimaginowanym rajem, czyli
"Youtopia" - spisał się jednak rewelacyjnie, wytłuszczając wszystkie najlepsze cechy oryginału, dodając co nieco od siebie. Wszyscy dobrze znamy też
"Not Giving Up On Love (Dash Berlin 4AM remix)", zawarte na tej płycie. To chyba utwór o największej różnicy między (fatalnym) oryginałem i (świetnym) remixem. Wachałem się, ale do tej kategorii zaliczyłem też
"Tahe Me Where I Wanna Go (Chris Schweizer remix)", czyli mocny, skoczny, niszczący parkiet tupacz nóg.
"Virtual Friend" to genialny wokal i gitara w oryginale, a niesamowita moc i świetny klimat w wersji od
BT. Uznanie należy się także dla
Alexandra Popova, którego remix do tytułowego
"Mirage" może nie jest arcydziełem, jest jednak wyciągnięciem wszystkiego, czego się dało z utworu Armina. Klimat, dobry motyw, solidna, progresywna podstawa - przyjemnie się tego słucha. Najlepszym utworem z całego wydania ogłaszam jednak
"Love Too Hard (Roger Shah Pumpin' Island Mix)". Tak jak rok temu ogłosiłem ten bonusowy utwór najlepszym na płycie, tak w tym roku robię to samo z jego remixem (również bonusowym). Po melodycznym i wzruszającym oryginale przyszedł czas na rękę Rogera - dodał temu utworowi wakacyjny klimat i parkietową moc, nie gubiąc atutów wersji Original. A wszystko to dopieszczone w Shahowej wizji Progressive House. Utwór w sam raz i do posłuchania, i do potańczenia. Zastanawiam się, co wyszłoby, gdyby zremixował to w stylu swojej wersji Always The Sun, jednak to, co zrobił wystarcza mi na tegoroczne TOP5 i długie nocne z ponownym wałkowaniem tego niesamowitego głosu i jego oprawy.
Cała większość wydania to jednak przeciętniaki, które wniosły niewiele świeżości do materiału Armina van Buurena. Przodującymi w tym temacie powinny być remixy
"Orbion (Max Graham & Protoculture remix)",
"Virtual Friend (16 Bit Lolitas remix)", czy upliftingowa wersja
"Coming Home" naszego rodaka
Arctic Moona. Nie ukrywam, że pozycje z płyty Mirage są charakterystyczne, a co a tym idzie ciężkie do zinterpretowania, jednak te trzy utwory są dla mnie wzorem typowego "kopiuj-wklej-masz remix". Niektóre utwory są na tyle charakterystyczne, że nie podołał im żaden producent - mowa tu chociażby o
"I Don't Own You", za które wzięli się
Andy Moor oraz
The Thrillseekers. Obie wersje są nudne i nie mają wyrazu, jednak nie sposób nie zauważyć, że to po prostu ciężki orzech do poprawienia. Podobne zdanie mam o
"Take A Moment", które poprawić próbowali (tak przy okazji tematu kopiuj-wklej)
Shogun oraz
Alex M.O.R.P.H. Mimo dwóch tak skrajnych wizji muzycznych, żadna wersja nie zwróciła na mnie swojej uwagi - być może dlatego, że nie zrobił tego oryginał, i nie robią tego inne propozycje muzyczne tych dwóch panów.
"These Silent Hearts" - ten utwór podoba mi się w obu remixach (
W&W oraz
Ralphie B), jednak głównie za sprawą zalet oryginału - stąd miejsce w tym akapicie. Niewątpliwie trudnych do zmiksowania utworem były
"Feel Soo Good" i
"Minack" (o którym już wspominałem) - niestety, odpowiednio
Tristan Garner i
Mark Sixma (M6) nie podołali temu zadaniu.
ReLocate ciekawie przedstawił swój pomysł na duet z wokalistą Owl City pod tytułem
"Youtopia" - niestety, w żywym, rytmicznym Trance zabrakło uczucia i duszy - miejsce zatem odpowiednie w zestawieniu. Listę zamykają świetne utwory
"Down To Love (Kyau & Albert remix)" oraz
"This Light Between Us (Great Strings Mix)" - utwory świetne, remixy jednak tylko i wyłącznie przeciętne.
O niedołężnych najkrócej. Z trzydziestki udało wyłowić mi się sześć rybek, które w moim akwarium na pewni pływać nie będą. Podzieliłbym je na dwie grupy: pierwsza, to remixy nie mające nic wspólnego z Trance - czyli formacja
Dabruck & Klein oraz [b]Tocadisco. Nie ma sensu się nad tym rozwodzić, dla formalności dopiszę, że byli odpowiedzialni odpowiednio za
"This Light Between Us" i
"Youtopia". Armada wie co robi i chyba ma to gdzieś, że idea tego gatunku podupada. Druga grupa zaś to utwory z serii uplifting. Wszystkie proste, wszystkie przewidywalne, wszystkie wiejące nudą. Ten podgatunek ma ogromny potencjał, jednak tegoroczne uplifty, które męczę dzień za dniem w głośnikach, mógłbym policzyć na palcach jednej ręki.
"Orbion (Eco remix)" i
"I Surrender (Sebastian Brandt remix)" to zmarnowany potencjał, a
"Full Focus (Ummet Ozcan remix)" oraz
"Take Me Where I Wanna Go (Giuseppe Ottaviani remix)" to słabe próby naprawienia równie słabych oryginałów.
W dwóch słowach jeszcze: pominąłem (celowo) dwa utwory, które w ramach recenzji się nie mieszczą -
This Light Between Us (Orchestral Version) to akustyczne nagranie z orkiestrowym tłem, mocno podobne do wersji oryginalnej - miło się tego słucha, polecam. Jest jeszcze
"Neon Hero"... Przesłodzone melodyjki i wokal Christiana to najwyraźniej nie jest przepis na sukces, bo wspomniany utwór nie odniósł kariery, co nikogo nie powinno zdziwić po odsłuchaniu. Pomysł na rocka ciekawy, ale wykonanie pozostawiające wiele do życzenia.
Jeśli ktoś planuje zakup tej płyty, to nie warto kierować się moją recenzją - bo jest to raczej kwestia gustu, które remixy wam się spodobają. Ja oceniałem nie jakość utworu, ale jakość remixu - stąd takie utwory jak chociażby "Down To Love" jest w tych przeciętnych, choć to jedna z najlepszych pozycji na płycie. Bądź co bądź szału nie ma. Nazwiska znane i lubiane, a efekty ich prac w większości przypadków średnie. Kilka dobrych numerów, jednak jak na album "Remixes", zdecydowanie za mało. Porównując do "Northern Lights Re-Lit" Garetha Emery'ego, album wypada słabiej. Niewiele, ale jednak.
Najlepsze utwory: Love Too Hard (Roger Shah Pumpin' Island Mix)
Ocena: 7.2
Miejsce w zestawieniu 2011: ?