Wczoraj jak jechałem samochodem, to słuchałem CD 1 tej kompilacji i cieszyłem się, że był środek dnia, bo bym zasnął. Ogólnie to tak:
Intro mi się nie podoba... popowy wokal i brzęczenie w tle... kawałek dno - cały czas ten sam, nudny motyw i beznadziejny wokal.
Fractions gówniane, DNS niestety też, a tu spodziewałem się czegoś mocnego.
Silver of blue - dno, Here We Go - pop ! szajs, dno.
Bliss tak samo nudny, jak poprzednie kawałki. Joseph Areas - kolejna kopia stylu Ashley Wallbridge'a... brzmi dobrze, ale okazuje się że nagle kawałek się kończy.. cały czas to samo. Point Piquet - masakra... pedalski kawałek. Przy Kandim w remixie van Wyka można spać przy max volume. Eteson - kawałek, jakich milion, dalej nuda aż strach... potem wchodzi wokal Aneym, który mnie strasznie irytuje w tym refrenie... tak zje**nych słów dawno nie słyszałem. Ad Brown w remixie Maora to jedyny dobry kawałek na tym CD. Na końcu jest jeszcze Lange, ale utwór jest nędzny, podobnie, jak ostatni tune - Just A Dream - takie plimplanie bez wyrazu.
CD2
Liquid - średnia produkcja - ma moc, ale nic poza tym.
Sunstar - w remixie Ronskiego o niebo lepszy kawałek, ale ta melodia ma coś w sobie.
Nie cierpię Forbes'a... potrafi zgwałcić każdy kawałek i tak też jest w przypadku Tenishii... dno.
Masoud - bardzo przyjemny breakdown z mocnym, wyrazistym pianinem, ale za uja mi nie pasuje do melodii, która sama w sobie też jest dobra.
Another World to kolejny pop tranceowy, nudny kawałek.
Spirits Pulse - na kompilacji mamy w końcu dłuższą wersję i całość brzmi bardzo dobrze, podoba mi się ta melodyjka
Remix First State nie zachwyca - jest mocny, ale strasznie monotonny.
Snatt & Vix słabiutko... Tydi podobnie, ale jego kawałki nigdy nie były rewelacyjne.
Ben Nicky - dla mnie tragedia. Break w ogóle nie pasuje do reszty.
Kolejny Tydi i jest jeszcze gorzej, niż poprzednio...
Yasai - tak nędzny kawałek, że nawet nie zauważyłem, że przeleciał.
Lifted - wiadomo
Moonlight Sonata - dobry bassline, ale nic poza tym.
Spark7 na koniec tej męczarni... kawałek baaardzo w stylu Moora, ale... zapomniał o melodii ?
Podsumowując - żałuję czasu straconego na tę kompilację - na 29 utworów otrzymaliśmy 3 dobre i może dwa średnie, a reszta to dno, przy którym można zasnąć, albo po prostu się wkur**ć.
NIE polecam, a wręcz odradzam, bo naprawdę szkoda czasu na tę kompilację... pierwsza częśc była w dużej mierze znakomita, bo kawałki miały klimat i moc, a tu... nie ma ani tego, ani tego, za to jest dużo trance'owego crapu.