Ali Wilson - Phenomenon jest następnym albumem idącym pod moje oko. Znany z shakedownowego stylu Ali, po znakomitym początku roku z produkcją "Pandora", postanowił wydać solowy debiutancki album. Duża zagadka dla mnie, więc odsłuchiwałem z zaciekawieniem.
Sundance świetnie rozpoczyna ten album. Od samego początku słychać tu myśl producenta. Motyw nie jest jakiś porywający, ale taki lekki i przyjemny. Nie męczy ucha, łagodnie wciąga. Ciekawe efekty w tle. Całkiem dobry utwór.
Masterplan - nieco inny utwór, drażni mnie w nim beat. Później wchodzi już taki rasowy tech-trance. Niby w kawałku wszystko jest OK, ale motyw i część instrumentów jest strasznie wnerwiająca. Nie na mój gust.
Quake - klimatycznie. Podoba mi się efekt po drugiej minucie, dobrze wkombinowany. Niestety to samo co w poprzednim utworze - zbyt wymowny. Bije po uszach. Zbyt techniczny, zabrakło mi tu lepszego motywu. Pomysł był fajny, ale zdecydowanie mógł być lepiej wykończony.
Become One z kolei nie pasuje ni w ząb do tego albumu. Sam w sobie utwór nie jest taki najgorszy, wokal mi się niezbyt podoba, takie majaczenie jak dla mnie. Spokojniejszy, zapychacz taki bo nigdzie nie mogę go wpasować.
Shakedown - ciekawych klimatów ciąg dalszych i ciągle te same uwagi. Pomysły są fajne, jakaś tam realizacja również, ale brakuje stonowania. Choć przyznam, że ten kawałek lepszy od poprzednich.
Nebolous (feat. Matt Smallwood) - nareszcie, bardzo dobry kawałek! Motyw wciąga, a styl pana producenta dodaje kawałkowi dodatkowego uroku. Głosy są strzałem w dziesiątkę. Miło się tego słucha.
Absolute (feat. Lee Osborne) jest kolejnym dobrym utworem, w którym czuć rękę młodego talentu, który był współautorem. Z ich wspólnych kawałków wolę "Monastrey", ale ten również jest udany. Właściwie nie mam się do czego przyczepić, jest taki jaki powinien być.
Self Destruct (feat. Lizzie Curious) - Hmm, interesujący twór. Wokal tej pani doskonale wpasowywuje się w klimat całej piosenki. Nie brzmi to nadzbyt trance'owo, ale jest dobre. No, do breakdownu, później gdzieś ten klimat ucieka, a kolejny z rzędu tech zaczyna przynudzać. Choć gitarka elektryczna brzmi nieźle.
New Dawn - Nuuuuda. Upierdliwa melodia, znane już dźwięki. Po raz kolejny - dobrze wykończony technicznie, jednak po prostu nie dla mnie.
Off The Hook - Taki zlepek tego, co już na tym albumie było. Z tych twardych techniaków to jeden z lepszych, ale nic szczególnego w nim nie dostrzegam.
Infectious i wreście coś lepszego. W swojej prostocie jest to niezły utwór. Może dlatego że mam słabość do trąbki? Dźwięki są łagodniejsze, breakdown melodyczny i wciąga, pozytywnie odczuwam ten numerek.
Shangri-La - słyszałem to już wcześniej i niestety w żadnym calu mi nie podeszło. I jeszcze to "No Act" w tle, biednie.
Anarchy jest bardziej eksperymentalne, instrumentalnie skojarzyło mi się z Leonem Bolierem, którego twórczość lubię. Kawałek stawia bardziej na melodię, nieźle się tego słucha.
Kaos Theory (feat. Marco V) - ten kawałek jeszcze lepszy! Mocniejszy beat, szybsze tempo. Baseline dobrze rozkręca kawałek. Breakdown dobrze wpasowany w utwór. Na minus tylko, że później ta melodia nie jest rozwinięta w beacie.
Phenomenon - Tytułowy numer krążka to dla mnie jak kopiuj-wklej "Sundance" i troszkę zmian. Utwór dobry, ale tylko dobry.
Pandora - Znakomity akcent na zakończenie utworu. Znam to od dawna, a wciąż mi się podoba. Ten klimat... naprawdę mocny kawałek, szkoda że album nie poszedł w stronę takich jak ten.
Podsumowanie: Trochę hipokryzji w tym moim słuchaniu, bo liczę na albumy tematyczne, ambitne, artystyczne - a taki ten album jest. A jednak mi się nie podoba. Przede wszystkim zbyt dużo tech-trance'u. Niby to brożka Ali Wilsona, ale znalazło się trochę niezłych utworów - czemu album nie mógł brzmieć tak jak one? Bo słuchaniu przez chyba godzine czy dwie autentycznie bolały mnie uszy, a powinienem mieć w nich miód po przesłuchaniu znakomitego krążka - niestety, czegoś zabrakło.
Najlepsze utwory: Nebolous i Pandora
Ocena: 6
Miejsce w zestawieniu 2010: 6