Airbase - We Might Fall to kolejny tegoroczny krążek, który idzie pod mojej subiektywnej oceny. Tak jak album Duranda, tak i ten samą nazwą i autorem nie wzbudza we mnie żadnych emocji - ba, szczerze mówiąc, nie jestem pewien czy mam jakiś track Airbase na dysku (a jeśli mam, to pewnie nie przywiązuje do niego wielkiej wagi). Nie słuchałem previewów, więc pojęcia zielonego nie mam na co się piszę. Czytałem tylko komentarze i wiem, że ta składanka była tworzona i wyczekiwana przez naprawdę długie miesiące, więc mam nadzieję chociażby na dobry, ostateczny szlif. Zobaczmy, jak to wyszło.
Escape (2011 Album Mix) - Ładne, dosyć proste instrumentalnie intro z świetnym motywem, przypomina mi się mój ulubiony utwór trance

I ten smyczek rodem od Mike'a Foyle'a. Troszkę gorzej jest jednak później. Beat jest wg. mnie za mocny, ogólnie za dużo energii autor chciał upchać, przy tego typu motywie. Długo się kręci, od pewnego momentu mocno przynudza. Technicznie nie powala, melodycznie miażdży - dobry utwór na rozpoczęcie albumu.
Less Than More (feat. Floria Ambra) - Pierwszy wokal na płycie i jestem średnio zadowolony. Na początek uwagę przykuwa baseline, zupełnie nie podobny do pierwszego utworu - nieźle się kręci. Wokal jest średni - jako dodatek OK, ale niczego temu kawałkowi nie daje. Mało emocji w tym utworze jak dla mnie. Bardzo spokojny, przez co trochę mało atrakcyjny.
Sun City - Bardzo mocna perkusja, z naciskiem na beat, znany już synth z poprzednich kawałków - tak się to zaczyna. Tutaj jednak ta energia kumuluje się w dobry sposób. Kawałek do pewnego momentu nie ma jakiegoś konkretnego motywu, przez co te techniczne, twarde brzmienia dobrze wypadają. Później od wejścia melodii kawałek przestaje mnie interesować, bo melodia nie dla mojego ucha. Energiczny uplifting, ale nie porywający.
Asylum - Gryzie mnie w bębenki uszne ten beat. Tym razem coś nieco innego - linia główna w sam raz do potupania i pokiwania głową, wkręcający lead. Bardzo dobrze dobrane i zgrane dźwięki. Jedyną rzeczą, którą mam do zarzuceniu "Asylum" jest po raz kolejny nudny motyw, bez uczucia. Poza tym utwór wypada nieźle.
Sand & Sorrow na początku buduje niesamowity klimat, który... po prostu się ulatnia, szkoda. Z lekka banalna całość. Ponownie jestem zauroczony dźwiękami synthezatora, w tej kwestii pan Jezper się postarał. Melodia też wpada w ucho, nie jest nadzwyczajna ale da się posłuchać.
Silent Music For Quiet People - Nareszcie coś, co podoba mi się w całości, nie ma słabej strony ten utwór. Może to tylko krótka interpretacja motywu, bez konkretniejszego trance'owego brzmienia - ale utwór to utwór, dla mnie bomba! Niesamowite brzmienia, w punkcie kulminacyjnym troszkę dramatycznych skrzypków, przesłodka melodia, świetny pomysł, dobre wykończenie - uwielbiam!
Last Door On The Left - Coś we wcześniejszych klimatach, czyli electro-dźwięki z mocnym, trance'owym beatem. Ciekawie się rozwija - z początku energia, później wchodzi gitarka i trochę dobrych brzmień. Momentami troszkę monotonii się tu wkrada, ale breakdown + wykończenie nie odstają od wejścia kawałka. Nic nadzwyczajnego, ale całkiem dobry utwór.
We Might Fall - No i czas na tytułowy numer z krążka. Patrząc na to z daleka można by powiedzieć, że to połączenie tech- i uplifting-, ale po dokładniejszym wsłuchaniu stwierdzić można, iż utwór przesiąka klimatem całego tego albumu. Niestety, wg. mnie wypadł bardzo blado. Nic nie zwróciło tu mojej uwagi. Sporo pozytywnej energii, ale mi się ona jakoś nie udzieliła.
Affirmation (feat. Ilana) - Kolejny wokal w słuchawkach - ten prezentuje się już o wiele lepiej. Sam podkład jest banalny, ale wokal trochę za to nadrabia. Miły, jakby wakacyjny klimat - bez orgazmu odsłuchiwałem, ale nie najgorszy utwór z tego wyszedł.
40 Miles (feat. Empyreal Sun) - Mocno czuć wpływ kogoś z zewnątrz, i po 9 (no, może 8) bardzo podobnych utworach dobrze coś takiego usłyszeć. Wpływ pana collab-mana słychać głównie w baselinie, który ciekawie się prezentuje z tym synthem brzmiącym jak pierd

Fajna melodia, taka melancholijna i klimatem idealnie wpasowująca się w powoli dobiegający koniec płyty. Udana produkcja.
St. Emilion - Na zakończenie otrzymujemy coś w innym klimacie, powiem szczerze że lekko mnie to zaskoczyło. Sam w sobie utwór niespecjalnie porywa, ale bardzo ciekawe próby tutaj pan twórca wykonał. Na początku z lekka mroczny base, powoli się rozkręca. Za moment wchodzi melodia, która jest OK (tylko OK niestety). Znane z albumu elekto dźwięki i wchodzi breakdown - jak dla mnie szczyt wszystkiego. Ciężko mi to opisać w słowach - na początku brzmi normalnie, ale gdy wchodzi lekki kick (albo może i jest to tylko clap, kij wie) tworzy się niesamowity klimat. Mocna próba na zakończenie, będę niejednokrotnie do tego powracał, bo spory potencjał drzemie w tym kawałku i może się on spodobać. Zdecydowanie udane zakończenie!
Podsumowanie: Cóż... bardzo ciężko ocenić mi ten album. Ma swój specyficzny klimat, na pewno ma też swych odbiorców. Mi większość kawałków się raczej nie spodobała, co nie znaczy że album jest do niczego - wręcz przeciwnie, miło było się oderwać od standardowych rytmów i posłuchać pana Airbase. Co by nie patrzeć, to jest to uplifting - a rzadko spotyka się dziś uplifting oryginalny, więc w tej kwestii jestem raczej zadowolony. Uwagę może też zwrócić dopieszczony brzmienie dźwięków, w kilku kawałkach naprawdę mi zaimponowało. Kilka lepszych, kilka gorszych utworów - nie będę tęsknił za następnym przesłuchaniem, ale nie żałuje czasu poświęconego tej płycie. Czego zabrakło? Czegoś mocniej niestandardowego, dobrego wokalu i więcej uczuć w melodiach. Album dostaje szóstkę, bo mam bardzo podobne przemyślenia jak do zeszłorocznego "Phenomenon", które właśnie taką notę dostało.
Najlepsze utwory: Silent Music For Quiet People oraz St. Emilion
Ocena: 6
Miejsce w zestawieniu 2011: ?